piątek, 27 września 2013

Na bocznym torze

Zuzia już ze mną nie śpi. Wygląda na to, że znalazła karton swojego życia i w konsekwencji poszłam w odstawkę. Od kilku dni spędza w kartonie większość czasu, a wychodzi tylko po to żeby:
a) zjeść,
b) zwizytować kuwetę,
c) poganiać się z Tośką,
d) kazać mi strzelać chrupkami, najlepiej w kierunku kartonu,
e) ściągnąć mnie rano z łóżka, przy czym to ma silny związek z punktem a).

Szkoda mi Tosi, bo ona pierwsza ten karton odkryła.


Wprowadziła też pewne ulepszenia:





Napracowała się dziewuszyna, a tu przyszedł mały zakapior i przejął posiadłość:


I tak to teraz wygląda:


Albo nawet tak:



I jak odzyskać kotę? Wziąć ją do łóżka razem z kartonem?

niedziela, 22 września 2013

Przegrany zakład?

Kilka dni temu zastałam taki widok:




No jakoś nie wierzę, że jej było wygodnie, a minę miała raczej zrezygnowaną. Wyglądała, jakby przegrała z Zuzą jakiś zakład i siedziała tam za karę. A może tylko wspominała stare czasy... Tak to wyglądało 4 kilo temu:




No cóż, wyrosła mi koteńka :)


sobota, 14 września 2013

Dzień pieszczocha

Tosia jest typowym nakolankowcem. Jeśli opuszcza me nogi na zbyt długo, to zaczynam się niepokoić. Zuzia to inna bajka. Ona lubi się do mnie przytulić gdy leżę, ale nie lubi być brana na ręce, a i na kolana przychodzi rzadko. A jak już przyjdzie, to czuję się tak zaszczycona, że wstrzymuję oddech. I właśnie dziś jest ten dzień - Zuza już kilka razy przyszła na kolana, raz nawet ucięła sobie drzemkę, która pewnie trwałaby dłużej, gdyby nie przyszła Tośka. Jedno miauknięcie i po sprawie.
Tosia zwiększoną potrzebę przytulania realizuje inaczej, a mianowicie każe się nosić na rękach. Wczoraj dodatkowo postanowiła posiedzieć mi na ramieniu. Kota, nosząca rozmiar 5, siedząca na ramieniu, przywołuje niepokojące myśli o kolejkach na rehabilitację. Ale nic się nie da zrobić, próby zdjęcia słodkiego ciężaru kończą się wbiciem pazurów w plecy. Trza przeczekać. 
Zdjęć okolicznościowych nie mam, więc będą inne.






sobota, 7 września 2013

Bez tytułu

Usiłuję rozkminić, jak dodaje się zdjęcia z Flickra. Chyba powoli zaczynam ogarniać zagadnienie.










DSC_7661

piątek, 6 września 2013

Piękna i bestia

Zuzia boi się potwora zwanego odkurzaczem. W trosce o jej dobre samopoczucie nie używam go więc zbyt często, no ale czasami trzeba. Kotę wtedy ostrzegam. Kiedyś mówiłam "Ziuziu, chowaj się, włączam potwora", teraz wystarczy, że powiem "Ziuziu, chowaj". Oczęta Ziuzi robią się wielkie jak spodki i widać, jak straszna prawda do niej dociera. A jak już dotrze, to następuje ewakuacja - Ziu leci schować się pod koc (mój), albo kołdrę (też moją). Tosia, z kolei, odkurzacza się nie boi, jej potworem jest młynek do kawy. Oddala się bidula na ugiętych łapkach, gdy tylko wezmę do ręki puszkę z kawą. Ale miało być o Zuzi. No więc, Zuzia nie boi się odkurzacza będącego w stanie spoczynku. Jako, że jego miejsce w szafie zajęły zapasy kociego żarcia i żwiru, odkurzacz nie ma on stałego miejsca pobytu i pałęta się po kątach. I do takiego stojącego w spokoju Zuzia się przytula i nie tylko. Czyżby oswajała swoje potwory?

PS. Tosia do młynka się nie przytula.





Wspomniane "nie tylko" dotyczy tańca na rurze:





środa, 4 września 2013

Kupiłam dynie!

I oczywiście zostało to zauważone. Każde zakupy to wielka atrakcja, a jak torby stoją nierozpakowane przez dłuższą chwilę, to Tosia pogania mnie miauczeniem.

Dyniami zainteresowała się Zuza






W zeszłym roku kontrolą jakości zajmowała się Tosia



wtorek, 3 września 2013

Nadejszła wiekopomna chwila...

... i już po dwóch latach zbierania się, zakładam bloga. Jak sama nazwa wskazuje, będzie o kotach. I pewnie będzie więcej zdjęć niż słowa pisanego. Bohaterki to Ziuzia i Tośka, które według szacunków skończyły dwa dni temu cztery lata. Kiedy dokładnie się urodziły, nie wiadomo, bo wraz z rodzeństwem zostały znalezione w lesie, trafiły do kociej fundacji, a potem do mnie. Razem mieszkamy od 11 listopada 2009 roku. Wydaje mi się, że są ze mną szczęśliwe, okazałam się bowiem bardzo podatna na tresurę i coraz rzadziej sprawiam kłopoty wychowawcze. No i już wiadomo, kto tu rządzi...

Czas pokazać moje dziewczynki. Oto Ziuzia:




... tu w całej swej ziuziowatości:


Tosia:




Wspólne zdjęcia są coraz rzadsze i zazwyczaj ilustrują łapoczyny


I to tyle na początek, bo Tosia uwaliła mi się przed klawiaturą i domaga się pieszczot.