poniedziałek, 4 listopada 2013

Nocne manewry

Poprzedniej nocy obudził mnie podejrzany dźwięk. Nic głośnego, coś jakby skrobanie ciche, ale nie wiadomo po czym. Nieustępliwe i niepokojące, zdecydowanie dźwięk spoza katalogu znanych i nocą akceptowalnych. No to wstałam. W przedpokoju natknęłam się na przytuloną do odkurzacza Ziuzię z miną mówiącą "ja nie mam z tym nic wspólnego". Z pokoju, z którego dochodził podejrzany dźwięk, czmychnęła jeszcze bardziej podejrzana Tosia. Ja mimo, że już chodziłam, to jeszcze nie całkiem oprzytomniałam, do pokoju nie zaglądałam, tylko zamknęłam drzwi i wróciłam do łóżka. No i dobrze zrobiłam, bo gdy rano weszłam do tego pokoju, to zrobiło mi się słabo, a tak to przynajmniej spokojnie resztę nocy przespałam. Okazało się, że stojąca, a właściwie już leżąca, na biurku doniczka z hoją praetorii została wybebeszona, a wszystkie papiery utytłane ziemią. Z takiej doniczki to bardzo dużo ziemi jest, nadspodziewanie dużo. I ona, ta ziemia bardzo dobrze wchodzi do koszulek w segregatorach, których na biurku też było dużo. I książek było dużo. I papierów luzem. I wszędzie ziemia. I jak sprzątałam w nerwie, to jeszcze obsypywałam okolice dotąd nieobsypane. Tak więc poranek miałam upojny, nawet kawa była zbędna, bo ciśnienie od razu mi się podniosło. Tosia zaś średnio była speszona. Pewnie jakby ją zapytać o przebieg wypadków, to by odpowiedziała, że broniła domu przed ninją albo innym pająkiem. Poprzedniej nocy też mnie obudziła, przyczyną był kłaczek. Kto ma kota, ten wie, o co chodzi. A kto nie ma, to i tak nie chce wiedzieć. 

Ani ziemi, ani tego drugiego nie obfociłam, więc będzie tylko opryszek z doniczką i bez doniczki w tle, czyli leżąca niewinność:







A takiej postawy bym oczekiwała w zaistniałych okolicznościach:



niedziela, 6 października 2013

Dlaczego warto mieć kota?

Jak ktoś kota ma, to oczywiście zna odpowiedź na tytułowe pytanie. Ale niektórzy jeszcze nie mają, więc żeby przyspieszyć ich decyzję o zakoceniu, przedstawiam poniżej kilka udokumentowanych argumentów za posiadaniem kota, a jeszcze lepiej kilku kotów. Bo koty bardzo są pomocne, bardzo. I tak:
  • poprawią krzywo wiszące firanki




  •  wytrą kurze pod kanapą


  •  wezmą na siebie przesadzanie roślin

  • i w ogóle zadbają o rośliny


  • zrobią porządek w papierach


  •  można na nie liczyć w kuchni



  • wybiorą wino do obiadu

  • zadbają o czystość domowników (nie dysponuję zdjęciem mojego ucha, więc w zastępstwie jest tosine, ale proszę wierzyć, Zuzia w równym stopniu dba o nas obie)


  • sprawdzą, czy równo złożyliśmy pościel po praniu

  • zajmą się komputerem

  • pomogą w pracy i nauce

  • zajmą się rachunkami, chociaż to nużące zajęcie


  • przejrzą torby gości w poszukiwaniu gotówki

Ponadto, można zrezygnować z posiadania budzika. 
To oczywiście nie wszystko, więc podejrzewam, że ciąg dalszy nastąpi. A w międzyczasie, Kochani, adoptujcie koty!

PS. Jeśli ktoś się przejął moim losem po poprzednim poście, to spieszę donieść, że odniosłam już małe zwycięstwo. Wprawdzie Zuza całkiem jeszcze nie zrezygnowała ze spania w kartonie, ale już dostrzega, że ja mam więcej miękkiego niż karton, no i że mój konkurent nie ma funkcji drapania po brzuszku. Ha!

piątek, 27 września 2013

Na bocznym torze

Zuzia już ze mną nie śpi. Wygląda na to, że znalazła karton swojego życia i w konsekwencji poszłam w odstawkę. Od kilku dni spędza w kartonie większość czasu, a wychodzi tylko po to żeby:
a) zjeść,
b) zwizytować kuwetę,
c) poganiać się z Tośką,
d) kazać mi strzelać chrupkami, najlepiej w kierunku kartonu,
e) ściągnąć mnie rano z łóżka, przy czym to ma silny związek z punktem a).

Szkoda mi Tosi, bo ona pierwsza ten karton odkryła.


Wprowadziła też pewne ulepszenia:





Napracowała się dziewuszyna, a tu przyszedł mały zakapior i przejął posiadłość:


I tak to teraz wygląda:


Albo nawet tak:



I jak odzyskać kotę? Wziąć ją do łóżka razem z kartonem?

niedziela, 22 września 2013

Przegrany zakład?

Kilka dni temu zastałam taki widok:




No jakoś nie wierzę, że jej było wygodnie, a minę miała raczej zrezygnowaną. Wyglądała, jakby przegrała z Zuzą jakiś zakład i siedziała tam za karę. A może tylko wspominała stare czasy... Tak to wyglądało 4 kilo temu:




No cóż, wyrosła mi koteńka :)


sobota, 14 września 2013

Dzień pieszczocha

Tosia jest typowym nakolankowcem. Jeśli opuszcza me nogi na zbyt długo, to zaczynam się niepokoić. Zuzia to inna bajka. Ona lubi się do mnie przytulić gdy leżę, ale nie lubi być brana na ręce, a i na kolana przychodzi rzadko. A jak już przyjdzie, to czuję się tak zaszczycona, że wstrzymuję oddech. I właśnie dziś jest ten dzień - Zuza już kilka razy przyszła na kolana, raz nawet ucięła sobie drzemkę, która pewnie trwałaby dłużej, gdyby nie przyszła Tośka. Jedno miauknięcie i po sprawie.
Tosia zwiększoną potrzebę przytulania realizuje inaczej, a mianowicie każe się nosić na rękach. Wczoraj dodatkowo postanowiła posiedzieć mi na ramieniu. Kota, nosząca rozmiar 5, siedząca na ramieniu, przywołuje niepokojące myśli o kolejkach na rehabilitację. Ale nic się nie da zrobić, próby zdjęcia słodkiego ciężaru kończą się wbiciem pazurów w plecy. Trza przeczekać. 
Zdjęć okolicznościowych nie mam, więc będą inne.






sobota, 7 września 2013

Bez tytułu

Usiłuję rozkminić, jak dodaje się zdjęcia z Flickra. Chyba powoli zaczynam ogarniać zagadnienie.










DSC_7661

piątek, 6 września 2013

Piękna i bestia

Zuzia boi się potwora zwanego odkurzaczem. W trosce o jej dobre samopoczucie nie używam go więc zbyt często, no ale czasami trzeba. Kotę wtedy ostrzegam. Kiedyś mówiłam "Ziuziu, chowaj się, włączam potwora", teraz wystarczy, że powiem "Ziuziu, chowaj". Oczęta Ziuzi robią się wielkie jak spodki i widać, jak straszna prawda do niej dociera. A jak już dotrze, to następuje ewakuacja - Ziu leci schować się pod koc (mój), albo kołdrę (też moją). Tosia, z kolei, odkurzacza się nie boi, jej potworem jest młynek do kawy. Oddala się bidula na ugiętych łapkach, gdy tylko wezmę do ręki puszkę z kawą. Ale miało być o Zuzi. No więc, Zuzia nie boi się odkurzacza będącego w stanie spoczynku. Jako, że jego miejsce w szafie zajęły zapasy kociego żarcia i żwiru, odkurzacz nie ma on stałego miejsca pobytu i pałęta się po kątach. I do takiego stojącego w spokoju Zuzia się przytula i nie tylko. Czyżby oswajała swoje potwory?

PS. Tosia do młynka się nie przytula.





Wspomniane "nie tylko" dotyczy tańca na rurze:





środa, 4 września 2013

Kupiłam dynie!

I oczywiście zostało to zauważone. Każde zakupy to wielka atrakcja, a jak torby stoją nierozpakowane przez dłuższą chwilę, to Tosia pogania mnie miauczeniem.

Dyniami zainteresowała się Zuza






W zeszłym roku kontrolą jakości zajmowała się Tosia