niedziela, 31 maja 2015

Kot w butach

Zuzia kocha moje buty. Porzucone nawet na krótką chwilę, natychmiast trafiają pod kocie skrzydła i zostają oplute, wyciumkane, oblepione kocimi kłakami, a w skrajnych przypadkach podziurawione (trzy pary, coś wolno się uczę). Największą atencją cieszą się buty skórzane, ale innymi też kicia nie pogardzi.







A tak w ogóle, to chyba powinnam kupować większe buty...


Na początek kupiłam naprawdę spory kapeć. Zuzia była bardzo zadowolona, ale Tosia rabnęła jej ten kapeć, zawlokła za szafkę i ucina sobie na nim drzemki. Myślę jednak, że Ziuzia nie powiedziała jeszcze w tej sprawie ostatniego słowa.








wtorek, 19 maja 2015

Ziuzianna na wysokości

Ziuzio, w przeciwieństwie do Tosi, jest kotem wysokopiennym i lubi oglądać świat z wysoka. Ostatnio udało mi się sfotografować ją na skrzydle okiennym. Okno oczywiście jest zabezpieczone, więc nie ma mowy o wypadnięciu. Ale raz, mało kota nie uszkodziłam, bo zaczęłam zamykać okno z siedzącym na nim kotem, nie zauważyłam jej zza firanki. Na drzwi Ziuzio też wskakuje, jakby kto pytał.
Zdjęcia robione na szybko, nie zdążyłam ustawić aparatu, ale bałam się, że modelka pryśnie. 










poniedziałek, 11 maja 2015

Przy pracy

Tosia jest zdeterminowana, żeby pomagać mi w pracy. Uparła się i nie odpuszcza. Jak tylko rozłożę moje papierzyska i książki, mogę mieć pewność, że nie minie pięć minut jak Toś się na nich uwali. Do tego, kierowana jakimś szóstym kocim zmysłem, zazwyczaj kładzie się na tym, co jest mi w danej chwili najbardziej potrzebne. I tak już trochę poluzowała, bo przynajmniej nie wyrywa mi długopisu. Nadal jednak jest zawzięta na spinacze i upiera się, żeby zdejmować je ze spiętych nimi kartek, nawet, gdy te w koszulkach w segregatorze. Część spinaczy została dodatkowo wyprostowana. I co ja bym bez niej zrobiła? Miałabym pogięte spinacze i niepodgrzane książki.

Toś na stanowisku:













niedziela, 3 maja 2015

Ziuzio bez retuszu

Zagroziłam Ziuzi, że jak mnie będzie budzić przed szóstą bez powodu, to opublikuję te zdjęcia. Podkreślam, że chodzi o pobudki bez powodu, bo niektóre są całkowicie usprawiedliwione. Na przykład, gdy kotek zrobił kupę i czuje się zobowiązany natychmiast mnie o tym poinformować. Jasna sprawa, nie może urobek leżeć w kuwecie do rana. Albo gdy przychodzi kocina Zuzina o czwartej nad ranem krzycząc "niech mnie ktoś przytuli". Wiadomo, przytulić trzeba. Ale wschód słońca jako powód do wyjścia z łóżka mnie nie przekonuje.
Oto moja śliczna kocina bez retuszu i bez makijażu. Czy już wspominałam, że ma ksywę Żulik?












piątek, 17 kwietnia 2015

Więcej Tosi, czyli stół nakryty obrusem

Pojawił się komentarz z zarzutem, że Tosia jest niedostatecznie reprezentowana na blogu. Może to i racja, Zuza ma więcej zdjęć, bo jest straszną kokietką i chętnie mi pozuje. Zapytałam też o zdanie samą Tosię. Odpowiedziała, ale nie wiem co. No to na wszelki wypadek dzisiaj będzie więcej Tosi. Chociaż Tosi jest w ogóle jakby więcej... Ale miało nie być o objętości, tylko o stole. Moja mama twierdzi, że na stole powinien leżeć obrus, serweta, bieżnik, cokolwiek. Goły stół działa jej na nerwy. Stół ozdobiony tylko kotem zupełnie nie działa kojąco. W kwestii obrusa, Tosia zgadza się z moją mamą w stu procentach. Na szczęście kochana kocina pomaga mi przy prasowaniu ;-). Zuzella też lubi obrusy, ale ma do nich mniej tradycyjny stosunek.