W zdrowym ciele zdrowy duch i te sprawy... Tosia jest na diecie, ale wiadomo, dieta dietą, ale ruch też jest potrzebny. Tosia do ruchu podchodzi z powagą i należytym namysłem, dzięki czemu ja mam czas iść po aparat.
No to bierzemy karimatę i zaczynamy rozruch poranny. Najpierw trochę ćwiczeń rozciągających:
... bo liczy się tylko drapak. Koteły siedzą na nim niczym kury na grzędzie, a szczególnie Tośka. Normalnie zaczynam być zazdrosna. Jak wracam do domu, to zamiast powitania w drzwiach jest tylko spojrzenie z góry typu "o, jesteś...". Żeby pogłaskać Tosię, muszę sobie przystawić taboret. Do Zuzi sięgam, jak stanę na palcach. Zdjęcia też coraz trudniej robić, bo najczęściej widzę tylko kawałek ucha, ogon albo łapkę. Na osłodę Zuzita spędza teraz ze mną więcej czasu niż w czasach przeddrapakowych. Zastanawiam się, jednakowoż, czy to wynika z podziału praw, czy obowiązków. Czasami podejrzewam, że została oddelegowana ;-).