czwartek, 29 stycznia 2015

O życiu z drapakiem

Myślałam, że znam moje koty i ich upodobania. Założyłam, że Zuza będzie hulać po drapaku, a Antonia, mój kotek-niezgrabotek to za wiele z tego mebla pożytku mieć nie będzie, bo za budkami nie przepada, zresztą te są dla niej za małe, hamaki dla bidulki za wysoko, platformy do leżenia byłyby OK, gdyby nie to, że są jakieś małe.  I trochę szkoda mi się jej zrobiło, gdy ułożyła się w hamaku jeszcze zapudełkowanego drapaka:



Wielce się zdziwiłam, gdy Tosia spędziła noc w dolnej budce. No dobra, koty nie mają kręgosłupa poza moralnym, jakoś się skompresowała i się dziewczynie udało. Potem wsadziłam ją piętro wyżej, a ona wlazła jeszcze wyżej, do hamaka! Ułożyła się i nie miała zamiaru zejść. Zastanawiałam się, czy w ogóle da radę zrobić to samodzielnie i czy nie będę musiała dzwonić po strażaków, ale trochę ponarzekała, pokręciła się w kółko i w końcu znalazła bezpieczną drogę w dół. Zjadła, poszła do kuwety i znowu na górę. Wyszłam z domu, wróciłam, a kot mnie nie witał, bo pilnował hamaka! Hamaki są wprawdzie dwa, ale jeden jest najwyraźniej fajniejszy i stanowi główną atrakcję sezonu. Kilka razy doszło już nawet do łapoczynów, a w roli agresora wystąpiła Zuza. 
Dzisiaj nastąpił ciąg dalszy moich zdziwień - Tosia spała w drugiej budce. I leżała na platformie. Normalnie oczom nie wierzę. A Zuza też korzysta z drapakowych uciech, ale bez fanatyzmu. Teraz akurat śpi pod taboretem. A Tońka oczywiście w hamaku. Tym lepszym.




















sobota, 24 stycznia 2015

O drapaku bez drapaka

Właśnie Krystal mi uświadomiła, że od dawna nic nowego się tu nie pojawiło. Jak się ma jednego* czytelnika, to należy o niego szczególnie dbać, więc się natychmiast poprawiam i Krystal szczególnie pozdrawiam. Nie wiem, czy to poprawa na stałe, bo czas jakoś tak dziwnie przyspieszył. Nagle zauważyłam, że mi cały grudzień uciekł. Był i nie ma. Stycznia też już prawie nie ma. Za to pojawił się dawno wyczekiwany drapak. Proces decyzyjny nie był łatwy, ale już po kilku latach wybór został dokonany i drapak zawitał w nasze skromne progi. Z tego podniecenia niedokładnie przyjrzałam się instrukcji i gdy drapak był już niemal złożony, okazało się, że pomyliłam budki i drabinka zamiast przy ziemi, będzie na wysokości oczu. Moich oczu. To też niezbyt wysoko, ale i tak głupio. Rozebrałam. Złożyłam. Jak przyszło do montowania rzeczonej drabinki, to okazało się, że źle ją skręciłam, bo nie sprawdziłam wcześniej rozstawu dziurek na śrubki. Ale to mała wtopa, wystarczyło tylko rozłożyć drabinkę na czynniki pierwsze, złożyć poprawnie i przytwierdzić w miejscu do tego przeznaczonym. Koniec końców, drapak został szczęśliwie (no, to się jeszcze okaże) przytwierdzony do sufitu. I wtedy sobie uświadomiłam, że miał stać w innym miejscu. Nic to, przynajmniej pomieszczenie się zgadza. Zostanie jak jest, kiedyś może przestawię. 
A teraz o użytkowniczkach. Myślałam, że Zuzol oszaleje ze szczęścia, a ona poleżała chwilę w podniebnym hamaku, chyba żeby mi zrobić przyjemność, a potem poszła na fotel, gdzie leży kocyk i poduszka. Za to Tośka spędziła noc w ciasnej budce, a teraz śpi w hamaku. I to już od dość dawna. Nie wykluczam, że po prostu nie wie jak zejść. Zdjęć z drapakiem dzisiaj nie będzie, bo strasznie ciemno jest. Przypomnę za to, jak wygląda kot bez drapaka. O tak:



A tak wygląda kot, który się dowiedział, że będzie miał drapak:



A zdjęcia z drapakiem będą na dniach, chyba, że czas znowu przyspieszy...

* Okazało się, że koleżanka Kawazmlekiem została w tych wyliczaniach niesłusznie pominięta, za co ogromnie przepraszam i udaję się pod stół, żeby co trzeba odszczekać. Bardzo Koleżankę przepraszam!