... bo liczy się tylko drapak. Koteły siedzą na nim niczym kury na grzędzie, a szczególnie Tośka. Normalnie zaczynam być zazdrosna. Jak wracam do domu, to zamiast powitania w drzwiach jest tylko spojrzenie z góry typu "o, jesteś...". Żeby pogłaskać Tosię, muszę sobie przystawić taboret. Do Zuzi sięgam, jak stanę na palcach. Zdjęcia też coraz trudniej robić, bo najczęściej widzę tylko kawałek ucha, ogon albo łapkę. Na osłodę Zuzita spędza teraz ze mną więcej czasu niż w czasach przeddrapakowych. Zastanawiam się, jednakowoż, czy to wynika z podziału praw, czy obowiązków. Czasami podejrzewam, że została oddelegowana ;-).
Tosia ma minę dumnej właścicielki na włościach, rozkoszna jest ta spadająca łapka, Ziuź ma przeurocze te czarno-różowe opuszki, wygląda jakbyś jej chciała pobrać odciski palców ;), niesłusznie jesteś zazdrosna, przecież one tylko Ci pokazują jak cieszą się z prezentu i intensywnie go wykorzystują, żeby się przypadkiem nie zakurzył :D. Głaski dla pracowitych dziewczynek.
OdpowiedzUsuńTosia od jakichś 4-5 dni nie korzysta z drapaka. Nie wykluczam, że zleciała. Raz przy mnie się omsknęła, widać na tapecie ślady hamowania ;-). Albo już się znudziła. O, właśnie przyszła na pieszczoty.
UsuńZdjęcia boskie. Ale to nic nowego. :D
OdpowiedzUsuńDziękuję, ale troszku przesadzacie, kuleżanko :D
UsuńNic a nic.
UsuńI co słychać w sprawie drapaka? Czy Toś się z nim przeprosił?
OdpowiedzUsuńNie, ignoruje z dwoma wyjątkami: 1) ostrzy pazury o dolny słupek, 2) wchodzi na dolną półkę i krzyczy, żebym już wstawała.
UsuńJa wszystko rozumiem, ale zakładać kotu kolorowe szkła kontaktowe?... Hmm.
OdpowiedzUsuńPS. Czarne podniebienie (nie mówiąc o czarnych łap poduszkach) oznacza podobno Bestię. ;-) Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem - ale skoro stare przysłowie pszczół tak mówi, to pewnie wcześniej czy później rzeczona wylezie. ;-)