Myślałam, że znam moje koty i ich upodobania. Założyłam, że Zuza będzie hulać po drapaku, a Antonia, mój kotek-niezgrabotek to za wiele z tego mebla pożytku mieć nie będzie, bo za budkami nie przepada, zresztą te są dla niej za małe, hamaki dla bidulki za wysoko, platformy do leżenia byłyby OK, gdyby nie to, że są jakieś małe. I trochę szkoda mi się jej zrobiło, gdy ułożyła się w hamaku jeszcze zapudełkowanego drapaka:
Wielce się zdziwiłam, gdy Tosia spędziła noc w dolnej budce. No dobra, koty nie mają kręgosłupa poza moralnym, jakoś się skompresowała i się dziewczynie udało. Potem wsadziłam ją piętro wyżej, a ona wlazła jeszcze wyżej, do hamaka! Ułożyła się i nie miała zamiaru zejść. Zastanawiałam się, czy w ogóle da radę zrobić to samodzielnie i czy nie będę musiała dzwonić po strażaków, ale trochę ponarzekała, pokręciła się w kółko i w końcu znalazła bezpieczną drogę w dół. Zjadła, poszła do kuwety i znowu na górę. Wyszłam z domu, wróciłam, a kot mnie nie witał, bo pilnował hamaka! Hamaki są wprawdzie dwa, ale jeden jest najwyraźniej fajniejszy i stanowi główną atrakcję sezonu. Kilka razy doszło już nawet do łapoczynów, a w roli agresora wystąpiła Zuza.
Dzisiaj nastąpił ciąg dalszy moich zdziwień - Tosia spała w drugiej budce. I leżała na platformie. Normalnie oczom nie wierzę. A Zuza też korzysta z drapakowych uciech, ale bez fanatyzmu. Teraz akurat śpi pod taboretem. A Tońka oczywiście w hamaku. Tym lepszym.
Yrsa, masz u mnie miszcza!
OdpowiedzUsuńA to miszczostwo to w czym? W świętej naiwności?
UsuńTeż. :D Ale tu konkretnie miałam na myśli miszczostwo fotograficzne.
OdpowiedzUsuńA, to dziękuję :) Bo jeszcze mi przyszło na myśl, że pijesz do mojej sklerozy - niemal to samo napisałam już w poprzednim poście ;-)
OdpowiedzUsuń